Oblężenie Waldenhofu


   Wczoraj miałem okazję poprowadzić jednostrzałową  sesję w Warhammera. Moich graczy w większości nie było w mieście, a ja chciałem zrobić coś nowego i coś, czym mogę uzupełnić kampanię główną.
   Tak oto zrodził się pomysł na scenariusz Oblężenie Waldenhofu.

   Wystawiłem ogłoszenie na facebookowej grupie RPG we Wrocławiu. W ciągu doby miałem komplet graczy, którym z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować:

   Kasia, Adam, Paweł, Arek i Mateusz - świetna sesja, dzięki!

   Gracze gotowi, pomysł gotowy, teraz czas na przygotowania. Jako pierwszy trzeba było napisać wstęp do scenariusza, w którym gracze zobaczą mniej więcej, co na nich czeka:

*     *     *
      Na początku stycznia 2523 roku miasto Waldenhof zostaje zaatakowane przez armię nieumarłych. Oblężenie, a w zasadzie już bitwa, trwa jedenaście dni. Nieumarli zdobyli północną część miasta i są na najlepszej drodze, by podbić Fort Walden, co byłoby równoznaczne z upadkiem miasta.
   Pozostałym garnizonem dowodzi Kirk Blornhauer, weteran wojny z Chaosem w okolicach Middenheim. Utrzymuje swoje wojska w Fort Walden, Klasztorze Ciszy i Ratuszu Waldenhof.
    Wczoraj Blornhauer stracił kontakt z Ratuszem. Zajęcie go oznacza kolejną poważną klęskę i wymusza totalną zmianę taktyki. Do tego nad klasztorem jaśnieje niepokojąca łuna...
    Kirk Blornhauer postanowił stworzyć specjalny oddział, który dotrze do ratusza i sprawdzi, jak wygląda sytuacja, a potem skieruje się do Klasztoru. Pięciu dowódców i ich najbardziej zaufani przyboczni, razem dwudziestu wojowników. Czy uda im się uratować Waldenhof przed klęską?



*     *     *

   W zespole znalazło się pięciu dowódców:

- Jorgen Fritz, zagrany przez Arka - dowódca reiklandzkich wojsk do zadań specjalnych. Specjaliści od skrytobójstwa i eliminacji jednostek w ferworze bitwy.
                                      oddział liczył 3 osoby łącznie z dowódcą

- Lagertha, zagrana przez Kasię - przywódczyni dzikich tarczowniczek z Norski, których tarcze niejednego ocaliły porzed śmiercią.
                                      oddział liczył 4 osoby łącznie z dowódcą

- Rupert Griese, zagrany przez Pawła - sierżant lokalnych kuszników, którzy od samego początku bronili miasta przeciwko przeważającej sile wroga.
                                      oddział liczył 4 osoby łącznie z dowódcą
         
- Josef Brimler, zagrany przez Adama - sierżant Kawalerów Śmierci, niezrównanych łuczników i zwiadowców, którzy od lat strzegą Stiru przed nieumarłymi i bandytami.
                                      oddział liczył 4 osoby łącznie z dowódcą

- Conrad Walthauer, zagrany przez Mateusza - komendant milicji miejskiej, która stanowi trzon wojsk broniących miasta.
                                      oddział liczył 6 osób łącznie z dowódcą

   Gdy czytałem mechanikę Warhammera dotyczącą dowodzenia oddziałami, stwierdziłem, że nie. Zrobię to po swojemu. Każdy z oddziałów miał specjalne manewry, które dawały różne opcje taktyczne. Niestety, i tu przyznaję się bez bicia, źle rozplanowałem statystyki oddziałów. Oddziały miały statystyki Siły, Wytrzymałości, Walki Wręcz i Umiejętności Strzeleckich, a poza tym korzystała z rzutów dowódców, np przy skradaniu. Dodatkowo miały statystyki Liczebności oddziału i Morale. Morale było zależne od decyzji dowódców i dawało bonus lub karę do testów oddziału.
  Teraz, poparty doświadczeniem, wiem, że następnym razem oddział musi mieć swój osobny komplet statystyk i umiejętności. Moja próba uproszczenia statystyk oddziałów wyszła na minus.
   Na swoją obronę mam to, że gracze nadal bawili się świetnie, a problemy z mechaniką nie uniemożliwiały gry, tylko wprowadzały delikatne problemy. Lekcja przyswojona.

   Poniżej prezentuję mapę miasta. Jest prosta i pozbawiona udziwnień, nie miałem na nią tyle czasu, ile chciałbym mieć. Tak czy inaczej, sprawdziła się. To co widzicie, zostało trochę ugraficznione na komputerze, by była czytelniejsza.




1 - Fort Walden
2 - Ratusz Waldenhof
3 - Klasztor Ciszy (3D oznacza dormitoria tego klasztoru)
4 - Wieża Zegarowa
5 - Szpital Miejski
6 - Świątynia Sigmara
7 - Dom Trzech Gildii
8 - stary garnizon
9 - nowy garnizon
10 - Dom Aukcyjny
11 - Stara Dzwonnica

   Wszystko gotowe. Spakowałem swoje rzeczy: notatki, organizer i mapę. Kawa przed wyjściem i do boju.
 Spotkaliśmy się we wrocławskim Hexie. Odebraliśmy stolik, poznaliśmy się nawzajem, rozłożyliśmy i zaczęliśmy grę.
 Na początku dałem drużynie 50 punktów, które mogą rozdysponować na sprzęt dla swoich oddziałów. Dla porównania - mikstura lecznicza kosztowała 2 punkty za sztukę, zestaw 4 potrzasków także 2 punkty, dodatkowa amunicja po punkcie za kołczan. Nie patrzyłem na ceny, a na przydatność w trakcie gry.



  Gdy zakończyliśmy zakupy, gracze naradzili się co do planu gry, kierunku ruchu i formacji, jaką będą się poruszać. Już od początku współpraca szła im świetnie, co zaskutkowało bardzo dobrym szykiem i wymiennością ról. Tarczowniczki i milicja ubezpieczali strzelców, a oddziały specjalne były gotowe w każdym momencie doskoczyć tam, gdzie była na nich potrzeba. Ukłon dla graczy, szyk był świetny. Łącznie przygotowania zajęły około godziny gry.





  Pierwszą decyzją było przemieszczanie się w stronę Ratusza bocznymi uliczkami, by nie wzbudzać niepotrzebnej sensacji. Sprawdzając każdy zakamarek, gracze dotarli do wylotu uliczki na większą ulicę. Tam spostrzegli przemieszczający się oddział postaci. Oddziały zamarły w bezruchu, na dach wysłano Kawalerów Śmierci. Stwierdzając, że mają do czynienia z ludźmi, drużyna zdecydowała, że komendant milicji pójdzie ze swoimi ludźmi na rozmowę i wywiad. Napotkany oddział to lokalni mieszkańcy, którzy postanowili walczyć o swoje miasto zamiast czekać na zbawienie, i wraz ze zrabowanym z garnizonu sprzętem wyruszyli na wieżę na murach. Jak się okazało, Conrad nie był najlepszym dyplomatą, i zamiast zebrać się w większą grupę, zraził do siebie obywateli, a ich drogi rozeszły się.

  Drużyna wyruszyła dalej, mijając obywateli próbujących dostać się do wieży. Coś jednak podpowiedziało Josefowi, że dzieje się tam coś więcej. Po porozumieniu się z drużyną postanowiono, że Jorgen ze swoimi ludźmi wejdą na dach i zobaczą, co tak w zasadzie robią obywatele. Gdy weszli na dach zobaczyli wieżę strażniczą, z której po kolei wypada ciało za ciałem. Kątem oka zauważyli, że na dachu czai się na nich wróg. Zaalarmowali towarzyszy i nawiązała się krótka bitwa. Z dachu po drugiej stronie ulicy zeskoczyło na oddział czterech wrogów, z których dzięki salwie strzelców i włóczniom piechoty wylądowało tylko dwóch. Krótka potyczka zakończyła się niemal bezstratnym zwycięstwem, bowiem kilkoro ludzi zostało lekko poranionych.
 Oddział graczy przedzierał się kolejnymi ulicami aż do rynku. Na samym końcu uliczki ktoś ustawił barykadę ze skrzyń, wozów i wszystkiego, co akurat było pod ręką. Rekonesans z dachu potwierdził przypuszczenia dowódców - większość uliczek od południowego zachodu była zablokowana. Gracze znaleźli inne wyjście z opresji, bowiem postanowili przedrzeć się przez parter jednej z kamienic. 
 Tarczowniczki rozbiły okiennice i weszły do środka. Gdy potwierdziły, że jest bezpiecznie, do kamienicy weszła milicja i kusznicy. Milicja postanowiła sprawdzić piętro, a tarczowniczki z kusznikami ustawili się tak, by mieć widok na rynek. 
 W międzyczasie oddział specjalny wraz z Kawalerami Śmierci przeprowadzali rekonesans z dachu. Jeden z ludzi Jorgena wysforował się do przodu, po czym zniknął z pola widzenia. Zaniepokojeni dowódcy wyruszyli jego śladem, po czym znaleźli go wiszącego na sąsiednim dachu na łańcuchu z hakiem, który przebity był przez jego bark.
 Milicja postanowiła sprawdzić piętro kamienicy. Gdy weszli na schody, ktoś z góry zrzucił na nich żyrandol. Cudem unikając zmiażdżenia, pognali za wrogiem na górę, zostawiając kuszników z tarczowniczkami na dole.
 Strzelcy Kawalerów Śmierci, którzy zostali na dachu kamienicy, dostrzegli zbliżających się do drzwi od strony rynku nieumarłych. Podnieśli alarm, dzięki czemu tarczowniczki zdążyły przygotować się na szturm oddziału wroga.
 Tymczasem Jorgen z Josefem próbowali pomóc rannemu żołnierzowi specjalnemu. Nie zauważyli podkradającego się do nich wroga, którym był Tar'Nuul, Przywołany...

*     *     *     *     *
SPOILER ALERT
W tym momencie prosiłbym moich graczy o nie czytanie poniższego fragmentu, by nie doświadczyli spoljerów, które zepsują im zabawę. Fragment będzie miał jaśniejszą czcionkę, od czarnej dalej można czytać bezpiecznie.

Przywołani to efekty eksperymentów nekromanty Makretha, któremu udało się utzrymać resztki świadomości nieumarłego w ciele. Dzięki temu pamięta kim był, co umiał, ale dzięki magii jest też niepodważalnie lojalny wobec swojego twórcy. Ta sama magia daje Przywołanym wzmocnione umiejętności i zdolności. Gdyby ktoś był ciekaw jak to dalej działa, zapraszam do kontaktu prywatnego ;)

*     *     *     *    *

 Tar'Nuul rzucił swoim potężnym toporem w Josefa i Jorgena, którzy cudem uniknęli trafienia. Przeskoczył przez przepaść między dachami i wdał się w starcie z dowódcami. Zginęliby tam niechybnie, gdyby nie wsparcie drugiego żołnierza oddziałów specjalnych, który zaszedł Tar'Nuula od tyłu i jednym celnym uderzeniem przebił mu czaszkę.
 W tym samym czasie w kamienicy rozpętało się piekło. Milicja na górze walczyła z ukrywającymi się nieumarłymi, a na dole wróg próbował wedrzeć się drzwiami i oknami. Mimo ran wojska Waldenhofu, wróg został odparty.
 Drużyna spotkała się w uliczce przy kamienicy, gdzie ustalili, że Ratusz padł, więc czas zabrać rannego, wrócić do fortu Walden i ruszyć na Cichy Klasztor.
 Gracze nie skończyli scenariusza przed końcem czasu, więc obiecałem im część opisową następnych wydarzeń...
*     *     *     *     *

 Szwadron Śmierci, tak ich później nazwaliśmy. Przedarli się przez ulice prowadzące do Klasztoru, wybijając w pień chyba z pięćdziesięciu truposzy. Do klasztoru dotarli akurat, gdy trupy szturmowały główną bramę. Widzieliście kiedyś trupy z taranem? Nikt nie spodziewał się, że są na tyle bystre. Powiadają, że dowodził nimi sam stary nekromanta, Makreth, który wstał z martwych. 
 Tak czy inaczej, milicja Waldenhofu i te norskie wojowniczki bez zastanowienia przypuścili szturm na tenże taran, tnąc po drodze każdego napotkanego truposza. Pewnie pomarliby, gdyby nie osłaniający ich kusznicy i Kawalerowie Śmierci. Stałem wtedy nad bramą i zrzucałem cegły na te cholerne trupy. Myśleliśmy już wszyscy, że umrzemy w przeciągu godziny i dołączymy do tych ścierwojadów, ale gdy zobaczyliśmy odsiecz wstąpiła w nas jakby nowa siła. Chłopaki z murów wyjęli ostatnie kołczany i ostrzeliwali wszystkich umarlaków, którzy biegli w stronę bramy. 
 Nie minęło pięć minut, jak cała załoga taranu leżała martwa, a w zasadzie bardziej martwa niż była... Szwadron Śmierci dotarł do bram. Wpuściliśmy ich do środka, po czym nasz dowódca zszedł z murów porozmawiać z nimi. Nie słyszałem całej rozmowy, ale pamiętam, że wspólnie zdecydowali się na to, że uciekniemy przez katakumby z Klasztoru Ciszy i uzupełnimy siły fortu Walden. 
 Podczas rozmów pod północny mur dotarły kolejne siły truposzy. Gdyby nie ta cholerna mgła, wypatrzylibyśmy ich wcześniej, a tak niezauważeni podeszli pod mury z drabinami. Szybko przegrupowaliśmy siły, ale nie dość szybko. Zanim dobiegł pierwszy oddział, już stali na murach i siekli naszych jak chłopi ścinają zboże w żniwa. Na placu rozgorzała walka.
 Z tego co było dalej mało pamiętam, ale powiem wam co zostało mi w pamięci. Na mury zszedł wielki truposz, wyglądający jakby zszyli go z kilku ciał. Był naprawdę oblrzymi. Zabił połowę milicjantów i jedną tarczowniczkę, zanim usiekł go jeden z tych 'specjalnych' żołnierzy niejakiego Jorgena. Pamiętam też, że klasztor dostał kilkoma pociskami z niewidocznej dla nas katapulty, a przynajmniej tak to wyglądało. Ci z nas, którzy padli, szybko podnieśli się i dołączyli do wroga. 
 Walka była krwawa, niewielu z nas udało się zbiec katakumbami. Nie było z nami ani norskich wojek, ani kawalerów śmierci, milicja na pewno pożegnała się ze światem żywych. Z oddziału specjalnego został tylko jeden żołnierz, dowódca został rozpłatany przez tego wielkiego skurwiela. 
 Dwa dni później podłożyliśmy ogień pod fort Walden i uciekliśmy z miasta. teraz jesteśmy tu, w Mikalsdorfie i organizujemy ruch oporu. Jeżeli macie jaja, to dołączcie do nas i walczcie o swoją ziemię. Jeżeli nie, to spierdalajcie na drugi koniec imperium, licząc, że wojna was tam nie dopadnie. 
 Listy rekrutacyjne znajdziecie na Placu Defiladowym, a teraz dajcie mi się napić w spokoju...

Ogden Terrihaus, żołnierz Ochotniczych Wojsk Mikalsdorfu










Komentarze

  1. Fajna relacja! Tylko z kim właściwie walczyli nasi bohaterowie w tym fragmencie ,,Drużyna wyruszyła dalej, mijając obywateli próbujących dostać się do wieży. Coś jednak podpowiedziało Josefowi, że dzieje się tam coś więcej. Po porozumieniu się z drużyną postanowiono, że Jorgen ze swoimi ludźmi wejdą na dach i zobaczą, co tak w zasadzie robią obywatele. Gdy weszli na dach zobaczyli wieżę strażniczą, z której po kolei wypada ciało za ciałem. Kątem oka zauważyli, że na dachu czai się na nich wróg. Zaalarmowali towarzyszy i nawiązała się krótka bitwa. Z dachu po drugiej stronie ulicy zeskoczyło na oddział czterech wrogów, z których dzięki salwie strzelców i włóczniom piechoty wylądowało tylko dwóch. Krótka potyczka zakończyła się niemal bezstratnym zwycięstwem, bowiem kilkoro ludzi zostało lekko poranionych."?

    I czy dobrze zrozumiałem, że ponieważ gracze nie skończyli scenariusza przed końcem spotkania, zdecydowałeś się przyjąć, że miasto padło, a ich bohaterowie zginęli? Czemu nie umówiliście się na dokończenie scenariusza innym razem?

    OdpowiedzUsuń
  2. A więc tak.
    1. Wrogiem głównym miasta byli nieumarli. Wyjątkowo sprawni i silni, ale nieumarli. Przyjąłem, że poza przykładem Tar'Nuula to dość oczywiste, kto tym wrogiem jest. Widocznie mogłem to napisać lepiej. No cóż, czasem tak jest.
    2. Sesja miała być jednostrzałem i takim została. Wspólnie z graczami zadecydowaliśmy, że skończę historię narracyjnie. Poza tym sesja była też uzupełnieniem dla mojej głównej kampanii, z innymi graczami, a że akurat tak mi pasowało scenariusz zakończyć do historii głównej, to tak go zakończyłem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Box Mistrza Gry

Historie opowiadane przy okazji

Jednostrzały - przemyślenia Maga Kości